Przejdź do głównej zawartości

Rozdział II

Hermiona wstała z wyśmienitym humorem. Wzięła starą torbę swojego taty i zaczęła pakować wszelkie niezbędne rzeczy, poczynając od bielizny i ubrań kończąc na książkach. Ubrała luźną suknię, którą dostała od mamy i narzuciła na to kamizelkę ze skóry, i dokładnie owinęła się szalem.
  Miała jeszcze czas do nadjechania powozu, więc zeszła na dół, aby zjeść z ojcem śniadanie i pożegnać się ze wszystkimi. Po posiłku sprawdziła po raz ostatni, czy wszystko zebrała i wyszła do powozu. Zadeklarowała się do częstego pisania listów i pomachała wszystkim na do widzenia.
  Minęło dużo czasu zanim powóz dojechał na miejsce. Wysiadła pod samą bramą, przed którą stało dwóch strażników. Pokazała im potrzebny dokument i weszła na dwór. Czuła lekkie podniecenie z powodu powrotu mimo że nie czuła się tu zbyt dobrze. Czuła się samotna. Zazwyczaj mogła polegać tylko na księgach albo siostrzenicy papieża, Lukrecji, która jednak była jeszcze małym dzieckiem. Często bawią się razem w ogrodzie, Hermiona uczy Lukrecję czytać i pisać, a także opowiada jej o chemii i mieszaninach, o których pojęcie miała ogromne.
  Hermiona uwielbiała Lukrecję. Pomimo swojego młodego wieku dziewczynka była bardzo inteligentna i nie szalała jak inne dzieci. Wolała zachowanie powagi i elegancję niż brudzenie się w trawie, jak robił to jej brat Juan. W porównaniu do jej młodszego brata była ucieleśnieniem anioła.
  Królewskie rodzeństwo miało jeszcze starszego brata, którego Hermiona nie zdążyła jeszcze poznać. Podobno studiuje prawo w Rzymie. Krążyły pogłoski, iż jest bardzo inteligentny i przystojny, chociaż uwielbiał przygody na jedną noc. Hermiona nie mogła się doczekać, aż w końcu pozna człowieka, o którym głoszą takie pogłoski. Weszła do pomieszczenia, które było zarezerwowane tylko dla niej.
  Komnata była przytulna, usytuowana na drugim piętrze lecz z dala od wszelkich ważnych pomieszczeń jak sala balowa czy sala kongresowa, czy gabinet papieża. Nie przeszkadzało jej to. Miała własny kąt, a to było najważniejsze.
  Pośrodku pomieszczenia stało łoże z bawełnianą grubą pościelą. Noce były jeszcze mroźne, dlatego na krześle przy oknie były przewieszone stare koce. W prawym kącie stało hebanowe biurko z lampą oliwną. Duża szafa stała naprzeciw łóżka, po prawej stronie drzwi. Pokój nie był szczególnie duży. Był przytulny, a ty wystarczało Hermionie do wszystkiego.
  Położyła torbę na łóżko i sięgnęła do szafy po fartuch. Zawiązała go w międzyczasie schodząc po ogromnych schodach do holu. Tam skręciła w prawą stronę kierując się do kuchni, gdzie zapewne była pani domu i sprawdzała, czy obecna jest cała służba. Nie myliła się. Zawiązując kokardkę ustawiła się w rzędzie, który utworzyli.
- W końcu Granger. Już myślałam, że się nie pojawisz.- Powiedziała mroźnym głosem. Hermiona tylko spuściła głowę w wyrazie skruchy.- Jak wiecie niedługo jest bal karnawałowy. Sala balowa musi być pięknie udekorowana, dlatego już teraz o wszystkim mówię. Część z was zajmie się dekorowaniem sali, a druga część potrawami. Chcę mieć trzypiętrowy tort w kształcie prostokątów. Musi być tak duży, aby starczyło dla czterystu gości.- Wymieniała dalsze rzeczy, do których służące były zmuszone i naradzały się między sobą, która będzie robić co. Hermiona stwierdziła, że chce pomóc w dekorowaniu sali więc ze swoją koleżanką, Sally, skierowały się do schowka po miotły i szmaty. Zaczęły myć wielką salę od strony tronów, gdy nagle wszedł kardynał wraz z królową. Prawdopodobnie nie zauważyli dwójki sprzątaczek w kącie sali, dlatego też nie kryli się z rozmową i echo niosło się po całym pomieszczeniu.
- O której przyjeżdża mój syn?- zapytała królowa.
- Nie wiemy jeszczce, o pani. Zatrzymał się w domu kardynała Diggoriego, to kilka dni drogi stąd. Podobno chce tam zostać jeszcze kilka dni zanim spowrotem wyruszy w drogę. Powinien się zjawić kilka dni przed balem.
- Mam nadzieję De la Rovere. Och, co by to było, gdyby Severus nie przybył na bal swojej matki..- rzekła zmartwiona. Kardynał przysunął się delikatnie i cichym głosem odpowiedział. Hol był tak duży iż dalej było słychać wszystko wyraźnie.
- Pamiętaj, że ja będę. Chcesz mnie teraz, czy nigdy?- i podgryzł delikatnie wargę królowej. Ta westchnęła tylko i mocniej wtuliła się w ciało mężczyzny.
- Och, Guillanie, nigdy nie mów takich bzdur przy mnie. Pocałuj mnie, jeśli mnie kochasz. Pocałuj!
  Kardynał odpowiedział na jej słowa żarliwym pocałunkiem, wtulając się w jej ciało. Jedna dłoń wślizgnęła się szybko pod halkę sukni ściskając mocno jej pośladek. Królowa tylko jęknęła przeciągle, drapiąc paznokciami po materiale habitu. Nagle z oddali dało się słyszeć jakieś głosy zbliżające się w zastraszającym tempie. Para natychmiast odsunęła się od siebie. Królowa poprawiła dół sukni, odgarnęła włosy i, nawet nie zwracając uwagi na mężczyznę- otworzyła drzwi i wyszła zamaszystym krokiem. Kardynał odczekał parę sekund, poprawił swój habit przy szyi i poszedł w ślady królowej, trzaskając drzwiami.
  Dopiero teraz Hermiona przyłapała się na tym, że zacisnęła dłoń na swoich ustach i przez cały czas wstrzymywała oddech. Łaknęła szybko powietrza i spojrzała przerażona na swoją towarzyszkę. Druga dziewczyna, z takim samym wyrazem twarzy, opadła na kolana i zapatrzyła się w dal.
- Co z tym zrobimy?- zapytała powoli Hermiona.
- A chcesz zginąć? - odpowiedziała jej Sally, wstała i poszła w ślady pary, zostawiając za sobą zszokowaną Hermionę.

Komentarze

Prześlij komentarz